Problemy gospodarki osadami ściekowymi
Problemy gospodarki osadami ściekowymi
Gwałtowne i ciągłe zmiany przepisów ochrony środowiska w ostatnich latach sprzyjają procesom normalizacji gospodarki zasobami przyrody i rozsądnego ich wykorzystywania. Wymuszają też ich bieżącą lekturę i weryfikację w oparciu o praktyczne zastosowania. Nasuwa się pytanie, czy zdołamy udźwignąć ciężar obowiązków, nakładanych przez ustawodawcę? Czy w ogóle jesteśmy do takich zmian przygotowani – technicznie, finansowo, czasowo?
Jeszcze do połowy 1997 roku nie posiadaliśmy żadnych krajowych aktów prawnych regulujących gospodarkę osadami ściekowymi. Być może nie wszyscy pamiętają już jak trudno było wówczas uzyskać zgodę na rolnicze wykorzystanie osadów ściekowych. Oczyszczalnie istniały, osad powstawał, problemu z osadami niby nie było, a tylko dzięki łaskawemu losowi ("nie zauważanie" przez jednostki kontrolujące) wszystko się jakoś toczyło. Sytuacja patowa; oczyszczalnie istniały i musiały funkcjonować, przepisów regulujących gospodarkę osadami nie było – istniały wytyczne branżowe. Długo czekaliśmy na przepisy ochrony środowiska pozwalające nam na poprowadzenie formalnych uzgodnień i zagospodarowanie osadów ściekowych w ich świetle. Wydawało by się, że z pozoru proste zapisy rozporządzenia MOŚZNiL z 11 sierpnia 1999 r. "w sprawie warunków, jakie muszą być spełnione przy wykorzystywaniu osadów na cele nieprzemysłowe" (Dz. U. Nr 72 poz. 813), pozwolą na w miarę płynne poruszanie się w tej tematyce zarówno tym wszystkim którzy chcą zagospodarować osady jak i samorządowym komórkom ochrony środowiska decydującym o dopuszczeniu do zagospodarowania odpadów. Codzienność przedstawia się jednak w nieco mniej różowych kolorach. Nieprzemysłowe wykorzystanie osadów, (być może nieco sztuczna nazwa), zgodnie z przytoczonym rozporządzeniem należy traktować jako wykorzystanie przyrodnicze, również rolnicze.
Omówienie problemu wypadało by zacząć od samej definicji pojęcia osadów ściekowych. Osobom zajmującym się projektowaniem, eksploatacją czy budową oczyszczalni pojęcie osadów jest nie obce. Nie wszystkim kojarzy się on pozytywnie, a już zwłaszcza, że ma służyć do nawożenia roślin czy poprawiania żyzności gruntów rolnych.
Osady odwodnione są łatwe do zidentyfikowania, inaczej sprawa przedstawia się kiedy oczyszczalnia nie dysponuje urządzeniami do odwadniania, a opuszczający oczyszczalnię osad, dla osób spoza branży, na pozór nie wiele różni się od ścieków. Nie chciał bym uogólniać, ale w swojej praktyce spotkałem się z przypadkami, kiedy jednostki opiniujące nie chciały pozwolić na użytkowanie nieodwodnionego osadu, twierdząc że są to ścieki.
Nie chcąc dalej rozwodzić się nad podobnymi przypadkami należy zaznaczyć, że oczyszczalnie nie posiadające systemów odwadniania stają przed poważnym problemem. Konieczność w tym przypadku posiadania dużego areału oraz zapasu gruntów na okres wegetacji roślin, powoduję że nieliczne z oczyszczalni są w stanie zapewnić stały odbiór nieodwodnionych osadów.
O wiele prostszym, ale tylko pozornie, jest wyposażenie oczyszczalni w urządzenia do odwadniania osadów w systemie workowym. Oczyszczalnie takie mogą rezygnować z drogich i mało skutecznych poletek osadowych (do niedawna większość oczyszczalni posiadała je jako jedyne urządzenia do odwadniania osadów). Odwodnione, zapakowane w workach osady trafiają zwykle na wysypisko. Problem zaczyna się w momencie kiedy osady mają być wykorzystywane rolniczo. Jak opróżniać worki?, w jaki sposób poddać osad higienizacji?, co w końcu począć ze zużytymi workami?, wszak stanowią one odpad, tyle tylko że należący do inne grupy odpadów.
Idealne wydaje się mechaniczne odwadnianie osadów z wykorzystaniem pras i wirówek. Kwestia doboru urządzenia względem charakterystyki osadu powinna być tu sprawą priorytetową, ważniejszą od kwestii kosztów zakupu urządzenia. Praktyka pokazuje, że źle dobrane urządzenia do odwadniania osadów, tańsze być może w zakupie przysparzają użytkownikom wielu problemów, połączonych z niemałymi kosztami eksploatacyjnymi. W wielu przypadkach odwodnienie osadów uważano za "rozwiązanie gospodarki osadami". Owszem osad odwodniony od płynnego różni się diametralnie. Dla oczyszczalni, które tysiące metrów sześciennych płynnych osadów wywoziły beczkowozami może wydawać się, że odwodnienie osadu to już prawie sukces, ale w tym miejscu zaczynają się "właściwe schody".
W swojej praktyce już od ponad siedmiu lat zajmuje się problematyką gospodarki osadami ściekowymi. Postaram się podzielić z Czytelnikami niniejszego artykułu moimi spostrzeżeniami.
Zacznijmy może od kwestii następującej – czy jesteśmy w stanie poradzić sobie sami z zagospodarowaniem osadów z własnej (eksploatowanej) oczyszczalni?
Odpowiedź możliwa na dwa sposoby tak albo nie. Jeżeli "tak" - to na oczyszczalniach wyposażonych w urządzenia techniczne do odwadniania osadów, posiadających osady po stabilizacji, higienizacji. Jakże złudne może być taka hipoteza. W wielu spotykanych przypadkach osady najczęściej składowane są na lokalnych składowiskach odpadów komunalnych. Dlaczego? przyczyn jest wiele. Niektóre z nich to: zbyt wysoki poziom metali ciężkich w osadach nie dopuszczający do wykorzystania na cele nie przemysłowe, tańsze eksploatacyjnie składowanie na wysypisku od kosztów rolniczego wykorzystania, brak zainteresowania odbiorców, brak doświadczenia, bądź przykre doświadczenia z gospodarowania osadami.
Gospodarkę osadami trzeba zrozumieć, a z czasem można ją polubić. Podstawa to dobre chęci oraz znajomość własnego podwórka – w tym przypadku jakości osadów oraz lokalnych możliwości ich zagospodarowania. Znam wiele oczyszczalni, które dzięki zaangażowaniu obsługi gospodarują osadami od wielu lat. Oczyszczalnie te prowadzą gospodarkę na większą skalę pozbywając się całości wytworzonych osadów we współpracy z okolicznym rolnikiem bądź grupą rolników. Prawidłowe gospodarowanie osadami, stosowanie odpowiednich dawek, terminów, prowadzenie niezbędnych zabiegów agrotechnicznych pozwala na lokalną akceptacje takiego gospodarowania.
Znane są też przypadki kategorycznego braku przyzwolenia dla takiej formy użytkowania osadu. Niechęć do stosowania osadów w uprawach rolniczych często wynika z braku wiedzy nt. samych osadów – zarówno ze strony decydentów jak i przyszłych odbiorców – rolników.
Z goryczą wspominam wiejskie "pyskówki" na których inicjatywne grupy mieszkańców przekrzykiwały przedstawicieli oczyszczalni, że nie chcą żadnych odpadów na swoich polach, że wodę w studniach mają skażoną od osadów, że wszystkie plagi i nieszczęścia to właśnie z osadów. Każdy z krzykaczy "doskonale zna się" i wypowiada wówczas nt. metali ciężkich, fosforanów z proszków do prania, substancji toksycznych i trujących występujących w osadach. Nikt wówczas nie kwestionuje jakości stosowanych na własnych polach nawozów naturalnych: obornika, gnojówki, gnojowicy, zawartości szamb wylewanych między redliny ziemniaków. Nikt nawet nie przypuszcza, że w nawozach mineralnych, a zwłaszcza fosforowych występują znaczne ilości metali ciężkich. Ci którzy tak kategorycznie wykluczają możliwość rolniczego wykorzystania osadów nie postawią sprawy otwarcie i nie powiedzą że zaprzestaną produkcji własnych ścieków. Nikt w końcu nie powie co zrobić z tymi osadami, które powstają z ich własnych ścieków. W wielu przypadkach działania takie są inicjowane przez lokalną prasę, która za wszelką cenę szuka sensacji aby pozyskać czytelników.
Nawożenie roślin nawozami organicznymi takimi jak obornik, gnojowica stosowane jest na świecie jak również w Polsce od wielu lat. Rolnicze wykorzystanie osadów ściekowych w krajach Europy Zachodniej jest znanym i praktykowanym sposobem ich zagospodarowania. Przyjęte kryteria ich wykorzystywania pozwalają na prowadzenie kompleksowej obsługi gospodarki osadami przez wyspecjalizowane przedsiębiorstwa pośredniczące pomiędzy oczyszczalnią a odbiorcą – rolnikiem. Wdrożenie podobnego systemu w Polsce, przynajmniej na dzisiaj jest mało realne, chociażby ze względów społecznych.
Chcemy czy nie, osady będą powstawały tak długo jak będą funkcjonowały oczyszczalnie (przynajmniej te działające w technologii osadu czynnego) a my będziemy produkowali ścieki.
Najprostsza zatem forma przyrodniczego wykorzystania ustabilizowanych osadów jest zatem często pomijana przez oczyszczalnie.
O wiele większym zainteresowaniem cieszą się wszelkie technologie pozwalające przetworzyć osad na produkt o cechach różniących się od osadów. Przetworzenia osadów na kompost czy nawóz mineralno-organiczny, stwarza oczyszczalni o wiele większe możliwość pozbycia się osadów. W wyniku zastosowanych procesów transformacji osadów likwidowane są chorobotwórcze organizmy i maleje lub zanika ich uciążliwość odorowa i poprawia się ich konsystencja.
Założenia technologiczne przetwarzania osadów na nawozy nakładają na użytkowników oczyszczalni reżimy technologiczne, które niestety kosztują. Nie wszystkie osady nadają się też jako komponent do produkcji nawozów. Ustawa z 26.07. 2000 r. o nawozach i nawożeniu (Dz.U. Nr 89, poz. 991), stwarza możliwość aby przetworzone osady zostały uznane za nawozy organiczne bądź organiczno – mineralne. Należy jednak pamiętać, że nawóz z osadów będzie musiał odpowiadać warunkom określonym w rozporządzeniu MRiGŻ (do tej pory nie mamy rozporządzenia ani załączników określających dopuszczalne wartości zanieczyszczeń w nawozach), w którym jednym z kryteriów dopuszczenia nawozu do obrotu będzie utrzymanie określonych zawartości metali ciężkich, głównie kadmu, rtęci, arsenu i ołowiu.
Nieliczne oczyszczalnie w kraju zaczęły "specjalizować się" w gospodarce osadami.
Oczywiście, że oczyszczalnie wielkomiejskie z funkcjonującym przemysłem i działalnościami "psującymi" jakość osadów chociażby w aspekcie wprowadzanych metali ciężkich mają o wiele więcej do zrobienia w kwestii jakości osadów, ale w tym miejscu może należałoby rozważać inne możliwości utylizacji osadów jak suszenie i spalanie, co w naszym kraju z racji protestów społecznych może być trudne w upowszechnieniu.
Zagospodarowując przyrodniczo osady ściekowe nawet z niewielkich oczyszczalni ścieków musimy być przekonani, że chcemy przede wszystkim zawracać do obiegu w przyrodzie cenną materię organiczną, a nie za wszelka cenę utylizować odpady. W przypadku niepewności składu chemiczno-biologicznego, występowania nadmiernych ilości metali ciężkich, a w związku z tym prawdopodobieństwa wprowadzenia wraz z osadami tych związków do środowiska, powinniśmy odstąpić od zamiaru bezpośredniego nawożenia gruntów rolnych, szukając optymalnych lokalnie możliwości ich transformacji i zagospodarowania.
Miejmy nadzieję, że pierwsze doświadczenia niektórych oczyszczalni, organizowane spotkania robocze i konferencje, a przede wszystkim konsultacje społeczne i edukacja ekologiczna pozwolą na gospodarowanie osadami w sposób nie koniecznie kosztowny ale skuteczny i bezpieczny dla ludzi i środowiska.

